Pierwsze wakacje z dziećmi, na których wypoczęliśmy- czyli tydzień w Bacówka Radawa SPA. I jeden wielki minus tego miejsca!

Siedzimy z Pam w restauracji w Bacówce i jemy pyszny rosół. Nina i Bruno już po jedzeniu, bawią się w drewnianym domku dla dzieci. Rozmawiamy, śmiejemy się i cieszymy się tym momentem. Odpoczywamy! Wreszcie, naprawdę odpoczywamy, a wyjazd z dzieciakami nie jest… męczarnią 😉 Nie brzmi to dobrze, ale jestem szczery – nie raz tak czułem podczas innych wakacji. Przyznajcie sami – czy chociaż raz, podczas wyjazdu z dzieckiem nie pomyśleliście „to miały być wakacje, a jest gorzej niż zwykle!”?

Ten, kto stworzył Bacówkę na pewno ma dzieci!

Tak powiedziała Pam już pierwszego dnia w Bacówce Radawa SPA. W naszym domku czekało łóżeczko turystyczne, krzesełko do karmienia, w łazience był podnóżek, nakładka na toaletę, a nawet IKEowa mata antypoślizgowa-krokodyl pod prysznic/do wanienki. Był też kącik ze stoliczkiem i tablicą kredową dla dzieci. I wielkie obrazy owiec w każdym pokoju – hasłem wyjazdu stało się „bee” i Bruno odmieniał je przez wszystkie przypadki 😛
Potem recepcja: obsługa zwracała się do dzieci, jak do pełnoprawnych gości hotelu. Przy recepcji schody z barierkami, aby maluchy mogły rozmawiać z przemiłymi paniami na równi. Brunko i Ninka otrzymali specjalne paszporty, w których mieli zbierać pieczątki i naklejki za aktywności oraz za jedzenie warzyw i owoców. Bruno co prawda paszport chciał zjeść, ale Ninka zaopiekowała się obydwoma książeczkami i dzielnie zbierała pieczątki również za brata – bo wiedziała, że na koniec pobytu będzie nagroda!
I restauracja – standardowo – szwedzki stół. Jednak pierwszy raz widzieliśmy też mini-bufet dla dzieci. Stoły były na wysokości kilkulatka, a na talerzach rozłożone typowe dziecięce dania, owoce i warzywa ułożone w domki/motyle/kwiatki itp, kolorowe kanapki, placuszki na śniadanie. Smaczne i wartościowe jedzenie. Do tego plasikowe talerze, kubki i dziecięce sztućce.
Niby nic, ale pomyślcie, jak świetnie czuje się dziecko, kiedy może SAMODZIELNIE wybrać jedzenie, nałożyć je i zanieść do stołu. +1000 do wiary we własne możliwości!
P.S. Tak – właściciele Bacówki mają 3 dzieci, dlatego wiedzieli jak to zrobić! 🙂

Bacuś i atrakcje

W Bacówce motywem przewodnim są owce! Dlatego nie mogło ich oczywiście zabraknąć na terenie hotelu. Owieczki z jagniątkami były bardzo chętne do głaskania i podjadania trawy i ziarenek, które można było kupić w recepcji (2 zł za dużą paczkę – nam spokojnie starczyły 2 paczki na 7 dni i 4 osoby karmiące :D). Obok była zagroda z królikami – Ninki ulubione miejsce 🙂 Je również można było karmić i głaskać. Był też pies pasterski oraz sztuczna krowa, którą dzieciaki mogły doić (leciała woda). W czasie naszego pobytu powstawała kolejna atrakcja – zagroda dla koników. Podobno w wakacje ma być już gotowa. Wtedy to Nina miałaby dopiero raj!
Takie obcowanie ze zwierzętami, naturą – dla mnie to mega plus. Ostatnio słyszałem, że większość polskich dzieci myśli, że mleko bierze się z… kartonika! 😛 Dlatego bardzo doceniam tą chęć pokazania dzieciom natury 🙂
Aaa, i była jeszcze jedna owca! OGROMNY BACUŚ! Czyli animator w stroju owcy, który przychodził codziennie na śniadanie i obiadokolację, aby przywitać dzieci. Urocze, choć Brunko tego nie doceniał i krzyczał do Bacusia „Nie! Beee papa!” Ale było to szanowane – Bacuś trzymał się na dystans i machał Brunkowi z daleka 😀

Mieliśmy fatalną pogodę, ale… było fajnie!

Trafiliśmy na fatalną pogodę i obawialiśmy się jak będzie, ale hotel jest na to przygotowany! Co nas uratowało?
Basen – kameralny, nieduży, wyposażony we wszystkie akcesoria pływackie dla dzieciaków: makarony, rękawki, koła dla starszych i młodszych itp. Było też jacuzzi i bania na zewnątrz z gorącą wodą. Tam właśnie spędziliśmy czas tata-córka wygrzewając się z Ninką 🙂
Pokój Lego i pani Natalia, która dzielnie szukała wszystkich potrzebnych kloców, aby budować z Niną codziennie po kilka budowli. Szczerze współczujemy, było co robić! 😀
Sala zabaw z zabawkami dla dzieci w różnym wieku. I pan Hubert, który wspaniale zajmował się nawet takimi rozbrykanymi maluchami, jak Brunko (gdy my byliśmy to dzieci w tym wieku było najwięcej).
Sala kinowa – czyli codzienna wieczorynka i gry na Xbox’a. Tam bawiłem się ja z innymi tatusiami 😀
Dodatkowo można było chillować w kąciku do czytania z biblioteczką i płytami z muzyką (dla dzieci i dorosłych), pograć w billarda, piłkarzyki czy ping ponga. Codziennie ćwiczyłem granie w billarda, ale i tak Pam była lepsza. Z kolei w ping ponga przegrałem z Pam mecz o to, kto wstaje z dziećmi kolejnego dnia 😛
No i właśnie – w czasie gdy my z Pam graliśmy o tak ważne sprawy, jak o przespany poranek, to Brunko i Ninka spokojnie bawili się obok z animatorem. To nie tak, że wakacje są po to, aby pozbyć się dziecka i mieć święty spokój. Absolutnie! Ale potrzebna jest równowaga. I jeśli dzieci dobrze i bezpiecznie czują się z opiekunami z hotelu, to warto z tego skorzystać 🙂
A wieczorami: przygotowaliśmy ognisko (nasz domek miał przygotowane palenisko z ławkami i akcesoriami do smażenia kiełbasek), wypożyczaliśmy z recepcji planszówki i rodzinne filmy na DVD.
W te dni, gdy nie padało spacerowaliśmy po terenie Bacówki, gdy były place zabaw, szklarnia z ziołami, pole do szachów. Ale też wypożyczaliśmy sobie bacówkowe rowery i jeździliśmy po okolicy. Niecałe 5 minut rowerem od Bacówki jest zalew, który latem jest pewnie wielką atrakcją (zjeżdżalnie do wody, place zabaw, boiska, budki z jedzeniem i lodami itp.). Radawa to mała miejscowość i na nasze przejażdżki z dziećmi była idealna. Nina nie narzekała za bardzo na długość wycieczek, a Brunko pierwszy raz jechał w foteliku rowerowym i był zachwycony! W Bacówce dzieci mogły też jeździć na biegówkach i hulajnogach. W sezonie są też do wypożyczenia kajaki i rowerki wodne.

Absolutnie jedyny minus Bacówki

„A nie mogli zbudować Bacówki koło naszego domu?!” – to powiedziała Ninka, gdy dojechaliśmy już z powrotem do naszego domu, po ok. 6 h jazdy. No właśnie – dla nas tym jedynym minusem jest odległość, bo z Leszna jest to ok. 600 km. Ale absolutnie warto i nie żałujemy żadnej godziny tej podróży. Po prostu nam opłaca się najbardziej spędzić tam tydzień. Ale gdybyśmy tylko mieszkali bliżej – nie raz postawilibyśmy na weekendowy, ładujący rodzicielskie baterie, wypad! 🙂

No to teraz Wy opowiadajcie – kiedy udało Wam się wypocząć na wakacjach z dziećmi? Łatwiej wypoczywa się z jedynakiem czy gdy jest więcej dzieciaków? A może jednak opcja „1+1” – czyli tylko rodzice? 😀 Dawajcie znać w komentarzach!

Edit: W związku z wieloma pytaniami: tak, można zabierać czworonogi 🙂 Wydaje mi się, że w naszym domku było nawet schowane legowisko dla psa.

 

Komentarze