Zapowiada się świąteczna katastrofa!

Już tylko kilka dni dzieli nas od Świąt i to chyba najgorętszy czas – szykowanie prezentów,pieczenie pierniczków, sprzątanie domu, zakupy i przygotowywanie posiłków!

Czy coś mogłoby zaburzyć tę magię? Oj taaaak….
Zapowiada się ciekawie – czy zdążymy wszystko ogarnąć tak jak chcieliśmy? Wątpię.

Na pierwszy ognień poszedł Bruno.

Zaczęło się w niedzielę wieczorem. Pam była we Wrocławiu i miała wrócić później.
Ja ogarniałem dzieciaki. Uszykowałem Brunkowi tak jak zawsze mleko wieczorem i już wtedy coś było nie tak, bo wypił tylko kilka łyków. Ale pomyślałem, że po prostu nie chce jeść. Poszliśmy do kąpieli, potem pielęgnacja. I po odłożeniu go do łóżeczka, kiedy to już miałem wychodzić usłyszałem jak zaczyna wymiotować.
Pomyślałem – może objadł się na kolacje i dlatego też potem nie chciał mleka na noc.
Przebrałem Brunka, pościel i położyłem go ponownie.

W sumie tego wieczoru 3 razy przebierałem całe łóżko, pościel i młodego.

Kolejnego dnia znowu były wymioty i zero apetytu. Na szczęście już teraz (czwartek) Bruno wraca do siebie, pojawił się apetyt, uśmiech i chęci do zabawy 🙂

Na kolejny ogień poszły dziewczyny.

Środa wieczór, szykuję się na piłkę z chłopakami, a dziewczyny właśnie wracają do domu.
Już na wejściu usłyszałem jęki Ninki i wiedziałem co się święci.
Obie zaczęło mdlić po podróży samochodem. Ninka już wtedy zapowiadała, że będzie wymiotować. Wychodząc na piłkę dziewczyny siedziały bez siły na kanapie, Ninka z miską na kolanach.
Ja na szczęście się trzymałem (już od poniedziałku zaprawiałem się colą na wszelki wypadek) i poszedłem pobiegać.

Po powrocie okazało się, że Ninka już zaczęła wymiotować, a z Pam nie jest najlepiej.

Katastrofa.

Udało nam się położyć dzieciaki, ale wtedy trafiło na nas… To przyszło na mnie znienacka. Wszystko wydawało się ok, aż tu nagle BOOM! To była najgorsza noc w życiu.
Z Pamelą byliśmy w najgorszym stadium, obudziła się Ninka, która też wymiotowała, do tego obudził się Bruno i trzeba było to wszystko ogarnąć. To była walka z samym sobą.
Pam ogarniała Ninkę, ja usypiałem Bruna, ale po chwili już musiałem uciekać do ubikacji. Wtedy przychodziła Pam, która po chwili znowu mnie wołała żebyśmy się zamienili. Jednym słowem MASAKRA. Nocka nieprzespana, ból brzucha i nudności nie pozwalały nam zasnąć.

Jest czwartek, a my leżymy bez sił. Nie mam pojęcia ile to potrwa, ale to choróbsko wybrało najgorszy czas. Dobrze, że Wigilia w tym roku nie jest u nas, bo to byłaby klapa ;p

Trzymajcie kciuki żebyśmy w weekend ożyli i zdążyli jeszcze wszystko ogarnąć!

Komentarze