Nasz pierwszy raz nad morzem jesienią! Sprawdźcie czy nam się podobało! :)

 

W tym roku mieliśmy niezwykłe szczęście do pogody – w same wakacje nie udało nam się nigdzie wyjechać, więc nadrabialiśmy od końca września. Najwyraźniej byliśmy grzeczni, bo na każdym wyjeździe pogodę mieliśmy świetną!
Byliśmy w górach, więc kolejnym kierunkiem naturalnie było… morze! Tak, nasze polskie morze 😉
Za cel obraliśmy niewielką miejscowość mniej więcej na środku wybrzeża – Jarosławiec.
Ninka była przeszczęśliwa, że oprócz ukochanych gór zobaczy w tym roku także morze.
 
 
Hotel – dlaczego padło na Panoramę Morską?
 
Jadąc z dziećmi musimy myśleć głównie o nich. Musimy zapewnić im atrakcje, zająć czas i mieć takie udogodnienia, które pozwolą nam na wyjeździe względnie odpocząć.
 
Wybraliśmy hotel Panorama Morska w Jarosławcu. To duży ośrodek, który spełniał wszystkie nasze rodzicielskie kryteria – jest tu świetny aquapark ze zjeżdżalniami, 2 sale zabaw, codzienne animacje dla dzieci i pełne wyżywienie (śniadanie, obiad i kolacja – co w przypadku dzieci lepiej sprawdza się niż tylko śniadanie i obiadokolacja) 😉
 
Pierwsza atrakcja dla dzieciaków – melex! Po wjeździe na teren ośrodka podjechał po nas melex, na który mogliśmy załadować całe bagaże i nim właśnie dowieziono nas pod wejście.
 
Warsztaty plastyczne, animacje z chustą, mini-disco, spotkania i sesje zdjęciowe z papugami, ognisko z pokazem sztucznych ogni – takie atrakcje codziennie czekają na dzieciaki!
Latem do dyspozycji gości są baseny zewnętrzne, wokół których panuje tropikalny klimat – są skały z wodospadami, można poleżeć pod drewnianymi parasolami niczym na Bali, są małe sklepiki z lodami, goframi itp. Obok jest też druga restauracja TropiCoco z jedzeniem i drinkami 😉 Nie trzeba wyjeżdżać za granicę!
 
Sam aquapark bardzo spodobał się Nince. Chodziliśmy codziennie, a największą atrakcją były zjeżdżalnie, na których się ścigaliśmy. Jest tam też sztuczna rzeka, która wpływa w skalny tunel. Wygrzać można się w jednym z kilku jacuzzi.
 
Mieliśmy pakiet all inclusive i nie musieliśmy martwić się praktycznie o nic. Nie było potrzeby wychodzenia do sklepu. Oprócz śniadań, obiadów i kolacji, od 11.00 otwiera się restauracja przy aquaparku, gdzie możemy się napić i najeść pomiędzy posiłkami w głównej restauracji. Główna restauracja była też ulubionym miejscem naszych dzieci – codziennie Ninka spotykała tam swoich „nowych przyjaciół” (tak mówiła), jadła szybko posiłek i leciała na restauracyjny mini-plac zabaw 🙂
 
Wyjazd nad morze poza sezonem nie musi oznaczać nudy. W samym Jarosławcu 90% sklepów, straganów i restauracji była już nieczynna, ale nie ograniczało nas to w żaden sposób. Codziennie mieliśmy bardzo napięty grafik w Panoramie Morskiej i nudy nie było. A dzieciaki? Przeszczęśliwe! I wiecie co?… O to w tym właśnie chodzi. Kiedy Ninka przed wyjazdem do domu powiedziała, że będzie tęsknić i było fajowo, zrozumiałem, że nie możemy już patrzeć na wyjazdy tylko przez pryzmat nas – dorosłych. To szczere szczęście w oczach Ninki było bezcenne.
A szczęśliwe dzieci to szczęśliwi rodzice.
 
Latarnia morska.
 
Codziennie między 15.00 a 17.00 można zwiedzić działającą latarnię morską. Do wszystkich atrakcji w Jarosławcu jest dosłownie rzut beretem. Latarnia przechodziła remont elewacji, ale nie przeszkadza to w zwiedzaniu.
Po przejściu 122 schodów doszliśmy na samą górę (ja miałem 11 kg Brunkowego obciążenia!) i naszym oczom ukazała się piękna panorama okolicy. Pozornie prosta i banalna rzecz, a jak cieszy 😉
 
Muzeum Bursztynu.
 
W nowoczesnym budynku na głównym deptaku idącym w stronę morza znajduje się muzeum bursztynu. Na bilbordach odważnie napisano, że nie jest to kolejne nudne muzeum.
Hmmm… Powiem Wam szczerze, że nie powala na kolana. Wystrój ok – wszystko wygląda tak jakbyśmy byli w podziemnej grocie. Ale do oglądania aż tak dużo nie ma. Nas najbardziej zaciekawiły inkluzje, które znajdują się w bursztynach – czyli owady albo kwiaty w nich zamknięte. Ciekawy jest też jeden ogromny bursztyn, który waży ponad 2 kg. Ogólnie niczym specjalnym to muzeum się nie wyróżniało i po wyjściu nie było efektu WOW, ale i tak warto zobaczyć, żeby wyrobić sobie swoje zdanie. Nince się np. podobało 🙂
 
Trochę Dubaju w Polsce.
 
Schodząc na plaże zejściem nr 5 (tuż przy bazie wojskowej) naszym oczom ukazał się niesamowity widok… Ogromna, szeroka, czysta plaża. Poczuliśmy się jak za granicą. Dosłownie. Nowa plaża zrobiła na nas wielkie wrażenie. Nie bez powodu nazywają ją potocznie „Dubajem”. Nasypy z kamieni wychodzące w morze przypominają te w Emiratach,
Jeśli będziecie w Jarosławcu lub okolicach, koniecznie się tam wybierzcie, bo słowami nie jestem w stanie tego opisać, a nawet vlog tego tak nie oddaje (ale i tak obejrzyjcie koniecznie!) 😀
 
Fajnie było wykorzystać te ostatnie ciepłe dni na pobyt nad naszym pięknym, polskim morzem.
Bez ścisku, tłumów, hałasu i pośpiechu. Tylko my i dzieciaki. Bez nudy, na luzie i w pełni rodzinnie! Było fajnie i na pewno nie był to nasz ostatni wyjazd nad morze poza sezonem!
 
 
Komentarze