4 typy NAJGORSZYCH instagramerów!

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest z reklamami na instagramie? Czy da się żyć tylko z prowadzenia swojego profilu? Albo jak to jest, że niektórzy potrafią zgromadzić setki tysięcy followersów? Żaden ze mnie specjalista od social mediów, ale ostatnio coraz bardziej irytuje mnie to, co dzieje się na insta – które jest rewelacyjnym miejscem i naprawdę je lubię (co widać ;)). I szkoda je tak psuć!

Oszukiwanie odbiorców, oszukiwanie firm, które chcą się promować i na koniec – oszukiwanie samego siebie.

O co chodzi? Na instagramie można zarobić fajne pieniądze – np. robiąc reklamy albo będąc ambasadorem marki. Nie ma w tym nic złego, raczej super – dodatkowa kasa przy okazji swojej pasji do zdjęć, pisania, recenzowania itd. Sam także zarabiam dzięki insta. Nigdy tego nie kryję – oznaczam produkty na zdjęciach, pokazuję wyłącznie takie, z których korzystam (lub dzieciaki ;)) i które lubimy. Zero ściemy 🙂

Ale u niektórych ta chęć zysku spycha na bok podstawowe wartości: szacunek, uczciwość, prawdę. Kupowanie lajków, obserwujących, komentarze-boty (zwróćcie uwagę na te komentarze nawet dużych profili, które dodają się automatycznie pod odkreślone hashtagi i są one mega uniwersalne: “piękne zdjęcie!”, “super, zapraszam do siebie!” – my cieszymy się wtedy, że ktoś znany coś nam skomentował, a to tylko automat ;p)…
Widzę to codziennie! A Wy widzicie? Czy nie jesteście tego świadomi?

Takie osoby nie są wartościowe i autentyczne. Żerują na naiwności odbiorców, na niewiedzy firm, z którymi współpracują. U nich nie ma fajnej społeczności (jak u mnie :D), zaangażowanych ludzi. Są cyferki. I złotówki.

Do poruszenia tematu zainspirowała minie Eliza (Fashionelka, a na insta: elajza), która zrobiła mega szum wokół tego tematu na See Blogers w czerwcu. Swietnie opowiedziała o tym kim jest twórca (lub odtwórca-jak mówiła), kim influencer. Jak sama „zbłądziła” i zawróciła z tej drogi. To było bardzo ciekawe, ale niekoniecznie musi Was to interesować (a jeśli jednak interesuje, to polecam znaleźć film z jej wykładu w internecie), dlatego przejdę do…

4 typów najgorszych instagramerów!

TYP NR 1 – „Nie mam innej pracy poza insta, więc biorę co popadnie! Wcisnę Wam każde gówno!”

Żeby bloger czy instagramer mógł być autentyczny, to jego zarobek nie może być w 100% zależny od reklamodawców. W innym przypadku taka osoba bierze wszystko co popadnie, ponieważ trzeba przetrwać od pierwszego do pierwszego. I wtedy prawie na każdym zdjęciu mamy chamską reklamę produktów, które nawet często nie pasują tematyką do danego profilu! Skakanie po różnych markach, co chwilę inna opinia na dany temat i często produkty, które są nie warte kupienia. I jak tu zachować godność?
Nie mówię, że reklamy są złe. Fajnie mieć dodatkowy zarobek, ale nie za wszelką cenę. Jeśli można polecić coś fajnego, w nienachalny sposób i nie w co drugim poście, to czemu nie? ;

Dlatego ważne jest też stałe źródło dochodu, które nie pochodzi z instagrama czy bloga. Bo raz, że jesteś niezależny, dwa – kiedy nagle klęknie profil na insta, to będzie za co żyć 😉

No i żyjesz w zgodzie z samym sobą i masz czyste sumienie 🙂

“Ten papier jest niezwykle delikatny, a golarka nigdy nie podrażni mojej skóry.” 😀
TYP NR 2 – „Za darmo?! Bierę!”
Są też osoby, które jak tylko mogą dostać coś za darmo, to od razu wrzucają posty z tą rzeczą na pierwszym planie – patrz: selfie z uśmiechem do kremu 😉 Serio, ktokolwiek uśmiecha się do tubki z kremem? 😀 To dla mnie totalna żenada, żeby sprzedać swój wizerunek za krem czy szampon. Ok, nawet za karton szamponów. Wyobraźcie sobie, że miałem taką propozycję współpracy!
Już widzę Wasze komentarze po moim selfie w lustrze z miłosnym spojrzeniem na opakowanie szamponu 😀
“Dziękuje za szampon! Od teraz moja siwizna odejdzie w zapomnienie!”
 
Potem taki profil wygląda jak tablica ogłoszeń i tak naprawdę nie wiadomo już co dana osoba poleca i lubi, bo wrzuca wszystko co popadnie. A lubi po prostu wszystko, co za darmo, nawet jeśli tego wcale nie potrzebuje lub nie użyje…
TYP NR 3 – „Poprawię sobie ego i kupię arabskie lajki! Tak miło widzieć, że tyle botów mnie kocha!”
To jest najlepsze! Instagramerzy, którzy mają po 150 tys. obserwujących, a w pierwszych godzinach po publikacji ledwo kilkaset lajków. Coś tu się nie zgadza… Popatrzcie na celebrytów, którzy mają ok. 100 tys. obserwujących i zobaczcie ile osób lubi ich zdjęcia. 5-10 tys to minimum! I tak powinno być 🙂
Są też osoby, którym fikcyjni obserwujący nie wystarczają i pod swoje zdjęcia dokupują jeszcze arabskie lajki botów! Po co? Poprawia im humor to, że NIBY tyle osób to lubi? Czy może chcą oszukać reklamodawców? Albo odbiorców? Wiecie, to tak jakby Burger King wykupił drogą reklamę w gazetce szkolnej na prowincji. Rozumiecie? 😀 Macie podejrzenia – wejdźcie w polubienia albo obserwujących dany profil – jeśli od góry do dołu są tam arabskie znaczki, to już wiecie o co chodzi 😉
Podejrzane profile w obserwujących – przypadek? Nie sądzę 😉
Screen z obserwujących instagram pewnego dużego, naprawdę znanego bloga.
Tyle miłości od botów <3
Screen z polubień zdjęcia instgramerki, która ma 150 tys. obserwujących. Jakich? Możecie się domyślić 🙂
Tutaj zdjęcie tej samej instagramerki – po 2 godzinach 190 polubień (i to są jej realne polubienia), a po 3 godzinach nagle boty się budzą i nabijają 2500 lajków! Coś pięknego! ;p
TYP NR 4 – „Zrobię rozdanie! Ściągnę ludzi, których totalnie nie obchodzi mój profil i to co robię, no ale będą followersi!”
To już chyba wymknęło się spod kontroli… W tych rozdaniach do wygrania za chwilę będzie próbka mydła. Poważnie. To wygląda tak, jakby firma dała to, co najtańsze (tych firm często w jednym rozdaniu jest nawet do 30!) i liczyła na niewiadomo co. Rozdania może i byłyby spoko – dla odbiorców to szansa na wygraną, dla instagramera miły gest w stronę swoich obserwujących… ale ostatnio zasady tych konkursów to przesada… I czuć, że zupełnie nie chodzi o to, by zrobić z marką coś fajnego dla odbiorców, tylko chodzi o najbijanie cyferek…
Czytacie czasem te absurdalne zasady? Np. musisz polubić kilkudziesięciu „zaprzyjaźnionych blogerów”, kilkadziesiąt firm i pozapraszać ileś osób. A czy tamte osoby czy firmy Cie interesują? Nie ważne, masz dać follow!
Najśmieszniejsza zasada jaką tam widziałem, brzmiała tak: „bądź aktywny na wymienionych profilach i nie próbuj kliknąć unfollow, bo nie będziesz mógł brać udziału w kolejnych rozdaniach”.
 
Miej się na baczności! Oni mają Cię na oku! 
 
Tylko 38 profili, które pewnie totalnie Cię nie interesują do obserwacji! Cudownie! 😀

Masakra :/ To traktowanie obserwatora, to wykorzystywanie na maxa… koszmar!

Może dlatego powstaje tak wiele profili konkursowiczów, z których ludzie biorą udział w takich zabawach (żeby nie zaśmiecać swoich prywatnych kont).

Pytanie brzmi – po co takim instgramerom obserwatorzy, których totalnie nie interesuje to, co robią?
Znowu tylko liczby i łechtanie własnego ego. Szkoda, że to tylko pozory 🙂

I rzeczywiście widzę takie profile, które zebrały tymi rozdaniami nawet 40 tys. osób. Super wynik! Ale co z tego, jeśli nic na tym profilu się nie dzieje i nikt się nie udziela? A co drugi post to konkurs albo reklama jakiegoś gówna…To właśnie dlatego u mnie nie zobaczycie reklamy czegoś, czego nigdy sam bym nie kupił, nie sprawdził i nie polecił znajomemu. Nie będę Wam też pokazywał produktów, które totalnie nie pasują do mnie czy tematyki rodziny. Dla mnie to mega proste. Dlatego też nie za bardzo chcę robić konkursy. Bo dobrze mnie znacie, a ja nie chcę robić z siebie pajaca…Co jeszcze widzicie na insta, co Wam nie odpowiada? Dawajcie znać koniecznie, dla mnie to mega ciekawy temat do dyskusji, bo jestem jakby „z drugiej strony” 🙂

Komentarze