Czego boi się tata?

Ostatnio uczestniczyłem w warsztatach z udzielania pierwszej pomocy niemowlakom. I zacząłem myśleć o Nince i Brunku. Zawsze pod opieką osoby dorosłej, zawsze zapinani w foteliki samochodowe, zawsze otoczeni miłością i troską. Ale… stale gdzieś z tyłu głowy mam jakiś strach. Stale się o coś boję. Znacie to? Wiem, że znacie… mają to wszyscy rodzice 🙂
Ja ogólnie jestem strasznym panikarzem. Kiedy urodziła się Ninka, córeczka tatusia, moje oczko w głowie, tym bardziej zacząłem się bać…


Ktoś bierze Ninkę na rączki – zaczynam pouczać, jak to robić (a w głowie wizja, że ktoś ją upuszcza lub skręca kark!).
Ninka sama na noc u dziadków – panika! No bo co, jeśli będzie tęsknic i płakać? Jeśli dziadkowie nie zrozumieją czego potrzebuje?
Ninka stawia pierwsze kroczki – to był hit. Tak panikowałem i asekurowałem chodzącą już Ninkę, że Pam nagrywała filmiki uwieczniające NIE jej nową umiejętność, a mnie i moje dziwne zachowanie 😉 Serio!

Z czasem trochę się uspokoiłem, ale… pojawił się Brunko.

Wiele osób mówiło „Przy drugim dziecku Ci minie”.Nie minęło! Jest bardzo podobnie. Martwię się, że coś mu dolega, gdy płacze długo w nocy – a nie, że po prostu jest dzieckiem i daje nam w kość 😉 Nie lubię go zostawiać pod niczyją opieką. Wolę zrobić sobie wolne w pracy. Mimo, że wiem, że babcie czy ciocie zajmą się nim wspaniale.

Zacząłem zastanawiać się dalej – co może pójść nie tak? Czego tak właściwie się boję? W mojej głowie jakiś czarny scenariusz zawsze się znajdzie. Od poważnego wypadku, po sytuację, w której moje dziecko po prostu tęskni lub jest smutne, a mnie nie będzie obok. Że nie będę wtedy dobrym rodzicem. No właśnie…

I jak dam sobie z tym wszystkim radę? Dom, firma, dzieci… Nie raz miałem chwile zwątpienia, kiedy mówiłem sobie, że nie dam rady, że to chyba mnie przerasta. Zastanawiałem się też czy na pewno jestem dobrym tatą, czy wszystko robię odpowiednio i czy to ja nie wyrządzę w jakikolwiek sposób krzywdy dziecku. Wierzę, że nie jestem sam, że Wy także macie takie rozterki.

Tak, na Instagramie pokazuję siebie jako szczęśliwego tatę (i tak jest!), a pomijam tę „ciemniejszą stronę”. Owszem, ponarzekam na nocki z Brunkiem czy zmienne nastroje Ninki. Ale nie mówię Wam każdego dnia, że bywa ciężko, że martwię się o przyszłość i boję o te moje maluchy. A przecież pewnie macie to samo. I chyba warto o tym mówić głośno, żebyśmy my rodzice wszyscy czuli, że to jest ok, to jest normalne. I wynika z ogromnej miłości do dzieci 🙂 Ja trochę przesadzam, reaguję na wyrost. Ale chcę tym pocieszyć innych „panikarzy” i pokazać, że nawet takiego wariata jak ja da się troszkę uspokoić 😉

Zwykle to uspokajanie, to zadanie Pam. Ale ja też zacząłem też pracować nad sobą. Kilka sytuacji mnie do tego skłoniło.

Zdarzało się, że mój strach przechodził na Ninę. Np. obawiałem się zmiany przedszkola. I w dni, gdy ja odprowadzałem Ninkę do nowego miejsca był duży problem, żeby weszła do sali. Z kolei z Pam, pozytywnie nastawioną do całej sytuacji, Nina szła dzielnie i radośnie.
Gdy ja odwoziłem Ninkę na nockę do kogoś z rodziny zawsze była afera… Nie rozumiałem tego. Ale kiedyś siostra mnie upomniała, że przesadzam z żegnaniem się z nią. Że bardzo widać, że nie chcę jej zostawić. Ninka też to czuła i reagowała płaczem.

Strach rodzica o dziecko jest normalny, ważny i potrzebny. Ale źle dzieje się, gdy rodzic sobie z nim nie radzi albo dziecko jest nim obarczone.

Co zmieniam w sobie, żeby trzymać moje emocje na wodzy? 😉
Na przykład zdobywam wiedzę. Dlatego brałem udział we wspomnianych warsztatach pierwszej pomocy. Po pierwsze, uważam, że każdy powinien to umieć. Po drugie, zaczęliśmy rozszerzanie diety Brunka i denerwuję się, kiedy się krztusi (choć wiem, że to normalne i dobre). Boję się, bo w głowie mam wciąż trudną sytuację z Ninką.
Miała 4 lata, gdy zakrztusiła się kawałkiem parówki. Była cicho, nie mogła oddychać, odkaszlnąć, zawołać nas. Na szczęście byliśmy obok. Wielkie, przerażone oczka… Nigdy nie zapomnę tego obrazu i naszego strachu. Mnie totalnie sparaliżowało, nie wiedziałem co robić, ledwo zadzwoniłem na pogotowie. Na szczęście w trakcie rozmowy z dyspozytorem Pameli i Nince udało się wyjść z tej sytuacji. Nikomu nie życzę takiej „lekcji” dlaczego pierwsza pomoc jest ważna.

Strach o przyszłość rodziny, o nasz budżet, dom, kredyt. To na pewno też znacie. Ja kilka lat temu nie myślałem o oswojeniu tego strachu, zabezpieczeniu rodziny, przyszłości. W końcu „jestem młody, zdrowy, wszystko idzie zgodnie z planem!”
Dużo się zmieniło 🙂 Otworzyłem lokatę, by mieć zawsze dodatkowe pieniądze „na czarną godzinę”. A kiedyś – każdą dodatkową gotówkę wydawałem na przyjemności 😉
Myślę o emeryturze! Tak, ja, 28 latek! Chcę zadbać o to, żeby za 40 lat nie polegać na dzieciakach, gdy ZUS padnie 😉
Ubezpieczam się. Kiedyś jedyne ubezpieczenie, jakie mnie interesowało, to OC. Płaciłem, bo trzeba. Doceniłem posiadanie ubezpieczenia, gdy 2 lata temu, dokładnie 3 dni po zamontowaniu tarasu było mega gradobicie. Patrzyłem przez okno, jak nasze nowiusieńkie zadaszenie się sypie, a kulki lodu robią kolejne dziury… Teraz moje strachy próbuje opanować jeszcze ubezpieczenie LINK4 MAMA. Wolałbym co prawda „link4tata”, ale nie można mieć wszystkiego 😉 wystarczy, że pomyśleli o zabezpieczeniu sytuacji ważnych z perspektywy rodzica. Na przykład łóżko dla rodzica obok dziecka, gdy – odpukać – trafi do szpitala. Nie wyobrażam sobie, żeby w ogóle mogło być inaczej… Albo medyczną infolinię 24/7 czy konsultacje z psychologiem lub innymi specjalistami. Świadomość, że w razie czego mamy dodatkowe wsparcie jest idealna dla takiego panikarza, jak ja 😉

Wracając jeszcze do warsztatów z pierwszej pomocy – ratownik powiedział jedno zdanie, które mocno utkwiło mi w pamięci.

To my rodzice jesteśmy najlepszymi ratownikami naszych dzieci. Dlatego świadomość niebezpieczeństw i odpowiednie zabezpieczenie się przed nimi jest najważniejsze.”

I myślę, że tu nie chodzi tylko o pierwszą pomoc.
Strach można oswoić, naprawdę. Możemy zabezpieczyć się przed nim na różne sposoby. Przykładem może być dobre ubezpieczenie, które zapewni nam więcej spokoju.
Dlatego #niebojsiebac , to normalne i myślę, żę każdy tata czy rodzic tak ma! To znaczy, że Ci zależy! Ale działaj, bo strach nie może Tobą zawładnąć! Dołącz do rodziców, którzy nie boją się bać!


Jak jest u Was? Team „spokojni” czy Team „panikarze”? 😉



Komentarze