Sprawdź, co MUSISZ zafundować dziecku!

Żyjemy w takich czasach, gdzie wiele rzeczy rekompensujemy sobie kupowaniem przedmiotów. Kiedy mam zły humor, oczywiście poprawi mi go kurier z paczką z Zalando (tak, dziewczyny – mam podobnie, jak Wy jeśli chodzi o zakupy :D). Obdarowujemy siebie nawzajem prezentami już chyba na każdą okazję, na każde odwiedziny.

O ile kupujemy sobie to, czego naprawdę chcemy lub potrzebujemy to ok. Ale czy fajnie jest, jak na urodziny znowu dostajemy czarne skarpetki i czekoladę? Co wtedy czujecie? Oczywiście się uśmiechniecie, podziękujecie, ale w środku jednak pozostanie rozczarowanie. Tak właśnie jest, kiedy dostajemy coś, czego nie chcemy i co nam się totalnie nie podoba. My dorośli potrafimy to przełknąć – zachowamy pozory i jest względnie spoko.

A co mają powiedzieć dzieciaki?

Ja rozumiem, że sytuacja w Polsce jest o niebo lepsza niż 25 lat temu i dorośli, którzy pamiętają tamte czasy mają potrzebę kupowania np. wnukom wielu prezentów, bo swoim dzieciom nie mogli.
Rozumiem, że mamy dostęp do wszystkiego, co tylko sobie wymyślimy. Ale po jaką cholerę na siłę zasypywać tym wszystkim dzieciaki?

Wiecie czego dzieciaki najbardziej potrzebują? Wiecie. Wszyscy wiedzą. A nadal to problem…

One chcą spędzenia z nami czasu, naszej uwagi, wspólnej zaangażowanej zabawy, trochę wygłupów i to wszystko.

Opowiem Wam trochę o tym jak sami wpadliśmy w pułapkę konsumpcjonizmu i jak powoli z niej wychodzimy.

Ninka to nasze pierwsze dziecko i pierwsza wnusia dziadków, pierwsze dziecko wśród znajomych. Zarówno my zawsze kupowaliśmy jej wszystko (my jako rodzice wiedzieliśmy dokładnie, co jej się przyda lub spodoba), jak i wszyscy dookoła – i oni już nie zawsze wiedzieli czego Ninka potrzebuje, co lubi, z czego się ucieszy. Była zasypywana ubrankami, zabawkami, grami, puzzlami, książeczkami…

Najgorsza była częstotliwość. Nie dostawała tych rzeczy z jakichś konkretnych okazji. Tylko np. przy każdej wizycie dziadków dostawała to nową sukieneczkę, to jakąś książeczkę, maskotkę…
Na początku było ok. Bardzo cieszyła się ze wszystkiego. Później, przyjmując prezent uśmiechała się, po czym odkładała daną rzecz i wracała do swoich zajęć.

Wiecie jak było w kulminacyjnym momencie?
Jak tylko ktoś przychodził i widziała torebkę prezentową – momentalnie znikało szczęście, a Ninka wychodziła do swojego pokoju. Nie raz wprost też złościła się, mówiła „Nie chcę tego!” – sprawiając przykrość osobie obdarowującej.
Powiecie „niegrzeczna”, „rozpieszczona”lub „w pupce się poprzewracało”… A my widzimy to inaczej. Zawsze tłumaczyliśmy jej, że rozumiemy, że nie chce prezentu i ma prawo czuć, że czegoś nie chce, ale należy powiedzieć „dziękuję”, a później można rodzicom powiedzieć, że tego nie chce, nie podoba się itd.

Mimo wszystko dzieci są bardzo ekspresywne – poczuje niechęć i wyrazi to. Ja się nie dziwię… Postawcie się w jej sytuacji. Kojarzy przyjście gości tylko z rzeczami materialnymi. Nikt nie ma czasu się pobawić, zwrócić na nią uwagę, zaangażować się w jej sprawy chociaż na kilkanaście minut.
To przykre, pewnie czuła się nie raz nieważna. Zawsze czekała na gości, pewnie wyobrażała sobie zabawę, a rzeczywistość okazywała się inna.
Nina odczuwała rozczarowanie, złość i wyrażała to niechęcią do prezentów. Tym bardziej, że często wcale takich upominków nie chciała (ok, raz drugi, trzeci ucieszy się z bluzeczki, skarpetek czy książeczki – ale nie za każdym razem, nie co kilka dni…).
Jestem na siebie zły, że tak późno to dostrzegliśmy i tak późno zaczęliśmy uczulać na to nasze otoczenie. Dzieciaki nie potrzebują naszej kasy, prezentów… One potrzebują nas i naszego czasu. Prezenty cieszą bardziej, gdy są czymś wyjątkowym i wymarzonym!

Ninka o wiele bardziej docenia to, że ktoś przychodząc do nas pójdzie się z nią pobawić – nawet na 15 minut, że zobaczy, co zbudowała z Lego albo z nią chwilę porysuje. Wtedy też fajnie się zachowuje, nie jest mocno absorbująca i pozwala dorosłym na spokojną rozmowę 🙂

Zainteresowanie, które okażemy dziecku to najpiękniejsze co może dostać. Ten czas spędzony z dzieckiem nic nie kosztuje. Zupełnie NIC! A jest wart więcej niż walizka pełna kasy.

Podróż w kosmos.

Ostatnio wpadłem na pomysł zbudowania z kartonu rakiety kosmicznej. Pomyślałem sobie – zaangażuję Ninkę, spędzimy fajnie czas tworząc coś razem i do tego będzie wielka frajda z zabawy. Nie myliłem się.

Wykorzystaliśmy kartony, które mieliśmy w garażu. Ninka podjarała się naszym lotem w kosmos.
Dokupiłem taśmę pakową, biały spray i folię aluminiową na mój strój. Wydałem na to w sumie 30 zł.

Zaczęliśmy od stworzenia bryły rakiety, potem powstał czubek. Wyciąłem też okienko i zrobiłem drzwiczki – całą relację obejrzycie na moim instagramie w wyróżnionych InstaStories.
Na koniec pomalowałem rakietę sprayem, wydrukowałem flagę USA, logo NASA i udekorowaliśmy tym nasz statek. Oboje z Niną byliśmy bardzo dumni z naszej pracy!

Pomysłów na wykorzystanie kartonów jest więcej – można zrobić samochód, remizę strażacką, domek lub… czołg! Wszystko to kwestia wyobraźni dziecka i rodzica 😉 Na każdym etapie „produkcji” Nina była zaangażowana i to było cudowne!

Aktywny czas z dzieckiem.

Jeśli nie mamy smykałki do konstruowania i montowania takich rzeczy (chociaż nawet ja mam 2 lewe ręce do takich majsterkowych spraw, a poradziłem sobie całkiem dobrze ;p), to możecie kupić gotowe domki do złożenia z grubszej tektury, które są już fajnie pomalowane albo co jakiś czas w supermarketach pojawiają się domki kartonowe do złożenia i pokolorowania. Kupowaliśmy już takie kilka razy i też była z nimi fajna i długa zabawa 🙂

Jak jeszcze wartościowo spędzać czas z dzieckiem? To bardzo proste i często nie wymaga żadnego nakładu finansowego. Jedyne czego potrzebujemy to chęci i nasz czas 🙂
Oto krótka lista sprawdzonych przez nas aktywności:
– wycieczka do zoo
– wycieczka do stadniny koni, parku, lasu
– sala zabaw
– park linowy
– basen / aquapark
– park trampolin
– jezioro
– łyżwy / rolki / rower
– wspólne prace plastyczne
– gry planszowe, karty, puzzle
– wspólne obowiązki domowe (można super spędzić czas z dzieckiem mając razem „ciężką robotę”, w której może ono pomóc)

Jest mnóstwo książek z pomysłami na zabawę – od niemowlaka po dziecko, które już chodzi do szkoły. Wiele pomysłów znajdziecie też w internecie. Ale tak naprawdę to wiecie. Tylko trzeba sobie lub bliskim czasem o tym przypomnieć.

Najważniejsze to uświadomić sobie co jest naprawdę ważne dla naszego dziecka. Że jeśli poświęcimy swój czas, to to zaprocentuje. Uwierzcie mi, że zarówno dziecko będzie mega szczęśliwe, ale i Wy będziecie mieć satysfakcję.

Tak samo z prezentami, które dajemy chrześniakom czy innym dzieciom nam bliskim. Zamiast kupować coś na siłę, weźmy te dzieciaki na basen, salę zabaw czy gokarty. Nie kupujmy na każdą wizytę prezentu dla dziecka. Pobawmy się z nim, pokażmy, że jest dla nas ważne i że chętnie je odwiedzamy (a nie tylko rodziców). A na okazje kupujmy to, czego dziecko naprawdę pragnie.

Dzieciaki rosną szybciej niż się wydaje. Zanim się obejrzymy zaczną dojrzewać i zabawa z rodzicami nie będzie już dla nich atrakcyjna. Nie przegapmy tego. To najcenniejsze co mamy.



Komentarze