Podcięcie wędzidełka! Wszystko o zabiegu Bruna!

Strach ma wielkie oczy – a największe dla rodziców, których niespełna 4 miesięczne dziecko ma mieć wykonany jakiś zabieg! W głowie masz już widok hektolitrów krwi, maluszka krzyczącego w niebogłosy i nieziemskiego cierpienia!
Na szczęście… była to tylko wizja przerażonego ojca! Najwięcej stresu i strachu ten zabieg kosztował… nas 😉 Zabieg podcięcia wędzidełka.

Już przy pierwszych badaniach po narodzinach w szpitalu, dwie panie doktor stwierdziły, że Bruno ma nieco za krótkie wędzidełko. Języczek jednak był jednak na tyle ruchomy, że panie doktor uznały, że nie powinno być kłopotów ze ssaniem piersi, ale uprzedziły, że mogą być w przyszłości kłopoty z mową. Niestety, w naszym leszczyńskim szpitalu nie wykonuje się zabiegu podcięcia wędzidełka, nawet jeśli lekarze stwierdzą od razu ten problem (w przeciwieństwie do okolicznych szpitali).

Zapamiętaliśmy słowa lekarzy, ale nie zaprzątaliśmy sobie tym teraz głowy, bo Bruno ładnie jadł i przybierał. Co prawda, pił z piersi przez pierwsze 2 miesiące tylko poprzez silikonowe nakładki, ale Ninka również w pierwszym miesiącu miała problem z załapaniem brodawki, więc uznaliśmy, że nie jest to winą wędzidełka.

Po miesiącu picia mleczka bez silikonowych nakładek robiło się coraz gorzej. Nie z Brunkiem – z Pam. Karmienie sprawiało jej silny ból, po kilku ciężkich dniach pojawiło się krwawienie, pęcherzyki, strupki, zator kanalików… Bruno chwytał pierś zbyt płytko i robił krzywdę. Wtedy Pam skonsultowała się z Certyfikowaną Doradczynią Laktacyjną, która od razu zasugerowała zajęcie się problemem wędzidełka. Uprzedziła też, że w Lesznie jest kłopot, aby zrobić to na NFZ, a poza tym to trwa – a nie ma co męczyć się z bolesnym karmieniem. Zaraz może spowodować na tyle silny stres, że karmienie nie będzie możliwe. CDL poleciła nam prywatną wizytę u jednego z chirurgów-dentystów. Umówiliśmy Bruna najpierw na konsultację, a po niej na zabieg.
I zaczęliśmy się stresować 😉

To nasza historia. Ale problemów wywołanych wędzidełkiem może być więcej, m.in.:

– problem z przyssaniem się do piersi, co prowadzi do zmniejszonego przybierania na wadze i tworzenia się złego nawyku ssania
– taki zły nawyk ssania może prowadzić z kolei do problemów ze zgryzem
– nadmierne ślinienie się
– problemy logopedyczne

A u mamy:
– dziecko nie umiejąc ssać rani sutki, przez co karmienia stają się nerwowe i bolesne
– piersi mogą być nierównomiernie opróżniane (mogą pojawiać się zastoje)
– może to doprowadzić do nawracających zapaleń piersi, a nawet zaniku laktacji

Jak zdiagnozować zbyt krótkie wędzidełko u dziecka?

Jeśli już lekarz powiedział Wam, że wędzidełko jest zbyt krótkie, ale nie widzi potrzeby podcinania wędzidełka – udajcie się jeszcze do innego specjalisty na konsultację. Niestety, podcięcie u kilkulatka jest trudne, a u maluszka o wiele łatwiejsze. Nasz specjalista i tak uznał, że Brunko jest już dość duży, że najlepiej zrobić to od razu, gdy pojawiają się wątpliwości co do prawidłowej budowy wędzidełka. Podcięcie nie spowoduje negatywnych skutków. Z kolei pozostawienie dziecka z krótkim wędzidełkiem – może.
Znamy też przypadek ponad 2 letniego malucha, u którego w pierwszych miesiącach życia zdiagnozowano krótkie wędzidełko, ale ponieważ nie było problemów ze ssaniem i przybieraniem, to nie polecono zabiegu. Teraz chłopiec regularnie chodzi do logopedy, nadal nie jest w stanie podnieść języka do podniebienia i prawdopodobnie nigdy mu się to nie uda. To może spowodować m.in. wady wymowy. Ostatecznie jego mama zdecydowała się teraz wykonać zabieg prywatnie. Na pewno będzie to trudniejsze niż w przypadku niemowląt.

Wracając do niepokojących symptomów. Jeśli od początku pojawiają się problemy z prawidłowym chwyceniem brodawki, bolesnym ssaniem i cały rytuał karmienia nie jest taki, jak być powinien, to już jest znak, że warto wędzidełko sprawdzić.
Zbyt małe przyrosty wagi również mogą świadczyć o zbyt krótkim wędzidełku, ponieważ maluch ssać nieprawidłowo nie pobiera wystarczającej ilości mleka (Bruno jednak jakoś pobierał ;)).

Jeżeli maluch nie jest w stanie wyciągnąć języczka poza buzię, a podczas płaczu lub prób wyciągania go tworzy się tzw. kształt serduszka, to koniecznie udajcie się do specjalisty. Serduszko a w zasadzie kształt odwróconej „3” z języka tworzy się dlatego, że wędzidełko za mocno go przytrzymuje.

Problem potwierdzony? Nie bójcie się zabiegu! U nas wyglądało to tak:

Wybiła godzina 0! Dla mnie i Pam był to mega stres. Niby wiedzieliśmy, że zabieg jest łatwy i szybki, ale nerwy i obawy jednak były. Nikt nie lubi sprawiać bólu swojemu maluszkowi, gdzieś z tyłu głowy kołatała się myśl „a może on tego nie potrzebuje?”.
Zgodnie z zaleceniem doktora ubraliśmy siebie i Brunka na czarno – aby w razie krwawienia nie myśleć o ubraniach 😉 Wypływ krwi jest bardzo różny i u niektórych dzieci jest jej sporo (im starsze, tym zwykle więcej), a u innych są to kropelki. Znajoma poleciła nam wziąć ciemną pieluchę tetrową, by wycierać po zabiegu ślinkę z krwią. Dodatkowo ubraliśmy jeszcze śliniaczek.

W klinice, doktor przygotował dla Bruna znieczulenie. Obawialiśmy się już tego. Wielu z Was pisało mi na InstaStories, że znieczulenie nie jest potrzebne, że nie było u Waszych maluszków wykonywane. Doktor przekonał nas jednak, że nie ważne czy pacjent ma 3 miesiące, 3 lata czy 30 lat – na tych etapach odczuwa już ból. I choć kilkumiesięczniak nie będzie tego pamiętał, to nie warto sprawiać mu bólu, skoro można tego uniknąć dzięki szybkiemu ukłuciu małą igłą z niewielką dawką znieczulenia. Igiełka rzeczywiście była niemal niewidoczna, a samo wstrzyknięcie było dla małego praktycznie nieodczuwalne. Bruno tylko jęknął, a po kilku sekundach już się uśmiechał. Podobały mu się światła nad fotelem dentystycznym 😉

Kilka minut czekaliśmy aż znieczulenie zacznie działać. Brunko siedział u Pam na kolanach, ona chwyciła jego główkę, a doktor chwycił za skalpel… Szczerze – ja zamarłem. Doktor otworzył mu buźkę, wykonał kilka ruchów skalpelem i po zabiegu! Ja prawie zszedłem na zawał, ale Bruno nawet nie zapłakał! Nawet nie jęknął! Uśmiechał się do doktora!
Wszystko trwało może 10 minut.
Tu po podcięciu wypłynęło z uśmiechniętej buźki Brunka trochę krwi i śliny. Brunko wyglądał jak mały wampirek. Krwi nie było wcale dużo. Bruno tylko trochę pobrudził śliniak, który mu założyliśmy. Znieczulenie nieco zmniejsza także krwawienie.
Odetchnęliśmy z ulgą.

Czy było warto?

Oczywiście – komfort karmienia się poprawił, a reszta efektów to kwestia następnych lat życia Brunka. Pamiętajcie, że na takie rzeczy lepiej decydować się wcześniej, kiedy dziecko jest jeszcze małe i nie sprawi kłopotów przy zabiegu. Nie musicie mu tłumaczyć gdzie jedzie, po co, dlaczego i czy będzie bolało. Poza tym, dla zdrowia i rozwoju malucha też lepiej, że zdecydujemy się w jego pierwszych tygodniach czy miesiącach.

Co ważne na koniec:
Dostałem wiadomość na Instagramie od neurologopedy – poleciła masować podcięte wędzidełko dobrze umytą dłonią lub w rękawiczce. Ma to zapobiec ewentualnemu ponownemu zrośnięciu.

Jakie macie doświadczenia z podcięciem wędzidełek u Waszych maluchów? A może dopiero zastanawiacie się nad zabiegiem? Piszcie w komentarzach!
Komentarze