Czy można wyjechać z dzieckiem i odpocząć? Nasze sposoby i wakacje w Osadzie Śnieżka!

Przed pierwszym wyjazdem można mieć jeszcze jakieś złudzenia. Że maluch zajmie się sobą – a rodzicie spędzą chwile sam-na-sam. Z  niemowlakiem – możliwe. Ale z energicznym szkrabem? Wtedy marzenia rodziców ograniczają się do prysznica w samotności, a słowo „relaks” jest im tak samo bliskie jak teoria kwantowa 😉 Ale… my mamy swoje sposoby, by naprawdę wypocząć!

Pewnie, z 4-letnią Ninką jest już łatwo. Nie ma pampersów, podgrzewania mleka i płaczu niewiadomego pochodzenia w miejscach publicznych. Jednak niezależnie od tego ile masz dzieci i w jakim są wieku, satysfakcjonujący urlop zależy głównie od wybranego miejsca i dobrze zorganizowanego czasu. Nam w tym roku udało się idealnie! 

Wszyscy rodzice wiedzą: jeśli dzieci są szczęśliwe, ich podstawowe potrzeby są zaspokojone i jeszcze mają atrakcje – wyjazd będzie udany dla całej rodziny! 

Dlatego wybraliśmy się na weekend w nasze ukochane Karkonosze – tym razem w Osadzie Śnieżka, w której nocowałem podczas Camp Jeep 2017. I choć wtedy to ja byłem w roli dziecka (jechałem z tatą), to dokładnie obejrzałem kompleks pod kątem wakacji z Ninką i Pam. Osada Śnieżka jest zlokalizowana w Łomnicy – 15 minut od Karpacza. 

Zależało nam, żebyśmy wypoczęli, a Ninka mogła nacieszyć się rodzicami przed urodzeniem braciszka – i jednocześnie maksymalnie się wybawić. Wszystko się udało! Ale najbardziej pokochaliśmy Osadę za to, że można pojechać tam na tydzień i bez wyjeżdżania za ośrodek ciekawie spędzić czas. 


Apartament

Spaliśmy w apartamencie double z klimatycznym salonem z kominkiem (musimy wypróbować go zimą!), otwartą kuchnią, łazienką, sypialnią i dwoma tarasami.

Mamy zasadę, że na wakacjach nie gotujemy. Zawsze wybieramy opcję z wyżywieniem, bo właśnie jednym z elementów naszego rodzicielskiego „relaksu” jest to, że odchodzi nam obowiązek gotowania i sprzątania. Jednak aneks kuchenny w naszym apartamencie był świetnie wyposażony, więc jeśli chcecie samodzielnie pichcić – na pewno będziecie zadowoleni. 

Nince najbardziej spodobał się duży prysznic z głębokim brodzikiem. Do kąpieli włączyliśmy jej radio i niebieskie podświetlenie… Możecie sobie wyobrazić te tańce i radość! Niby nic, ale jednak problem z wieczorną kąpielą nagle znika! Sprytnie, Osada Śnieżka!


Jedzenie

Polak głodny = Polsk zły, nie ważne czy ma rok, 6 czy 30 lat. Na terenie Osady jest kilka miejsc, w których można smacznie zjeść. Dla mnie to duży plus, że nie muszę odpalać auta i szukać knajpki w Karpaczu cokolwiek chciałbym sobie zjeść! 

Śniadania i obiadokolacje w formie bufetu jedliśmy w dwóch miejscach: Miód Malina i Śnieżka. Druga restauracja funkcjonuje też jako pizzeria. Ninka uwielbiała tam Funny Meal, czyli zestawy dla dzieci z: daniem obiadowym, napojem, deserem oraz najważniejszym – zabawką 😉 Moja córka oczywiście wybierała autka!  

Mi i Pam zachciało się jeszcze owoców morza – dlatego pokusiliśmy się o elegancką kolację przy świecach w restauracji Tabakiera (również na terenie Osady), w której szczęściarze jadący z kimś chętnym do opieki nad dziećmi mogą posiedzieć nawet do północy 😉 Potrzeba czegoś jeszcze?

Atrakcje dla dzieci

Nie ukrywajmy – dla dzieci liczy się najbardziej świetna zabawa! I moim zdaniem to jest właśnie klucz do udanych, rodzinnych wakacji. Jeśli dziecko nie będzie się nudzić, a rodzice będą mieć choć kilka chwil sam na sam – unikniemy 90% kłótni, krzyków i płaczów! A wieczorem maluch padnie tuż po kąpieli w imprezowej kabinie prysznicowej 😉 

Muszę przyznać, że Osada Śnieżka naprawdę myśli o najmłodszych w każdym detalu! Przy wysokiej ladzie recepcji stoją podnóżki (i dziecko zamiast ciągnąć mamę za nogę może poobserwować proces meldowania), obok restauracji są kąciki zabaw i nawet mamy mini stoisko z zabawkami i pamiątkami. 

Ninka lubi aktywności na świeżym powietrzu, dlatego od razu zabraliśmy ją do Fun Parku –ogrodzonego terenu z dmuchanymi zamkami, ogromną piaskownicą, trampolinami, zjazdem na linie, kulą wodną i basenem do pływania na pontonach. Na całym placu mamy też sporo leżaków dla (zmęczonych) rodziców i mały sklepik z napojami i przekąskami. 

U nas absolutnym hitem okazały się przejażdżki na kucykach. Instruktorzy byli rewelacyjni! Spokojnie oswajają dzieci z konikami, zadają maluchom kilka prostych ćwiczeń, a następnie przekazują im lejce! Byłem mega dumny z Niny! A ona tak się zachwyciła konikami, że teraz szukamy podobnych zajęć w naszej okolicy.

Dużo czasu spędzaliśmy też w strefie dla dzieci koło Restauracji Śnieżka. Są tam 2 płytkie baseny i plac zabaw na miękkim, plażowym piasku. To właśnie tutaj odbywają się kilka razy dziennie animacje. Co najfajniejsze – gdy Nina bawiła się z animatorkami, my mogliśmy posiedzieć przy kawce i pogadać. To prawie jak randka! 😀

Na dworze mamy też kilka głębszych basenów, w których wszyscy pływaliśmy (wszystkie podgrzewane), boisko do siatkówki czy miejsce na ognisko. Jest też kryty basen z brodzikiem dla dzieci czy sala zabaw. Skorzystaliśmy też z wycieczki Wesołym Delfinkiem – busikiem, który kursuje do okolicznych atrakcji. My wybraliśmy się do Parku Miniatur.


3 dni to naprawdę za mało, żeby nacieszyć się wszystkim! Ja i Pam zdążyliśmy jeszcze zahaczyć o SPA i zrelaksować się na masażach, ale nie starczyło nam już czasu na rowerowe przejażdżki (jest wypożyczalnia), saunę czy siłownię. Dlatego z pewnością wrócimy jeszcze do Osady zimą, już w czwórkę <3

                         



Komentarze