Co zostało po moim remontowaniu pokoiku córki…

Nienawidzę remontów. Nie cierpię techniczno-majsterkowych  prac. NIEszczęśliwym posiadaczem wiertarki zostałem dopiero jakiś miesiąc temu (uradowana żona wróciła z Biedronki z takim właśnie prezentem dla mnie…). Mam dwie lewe ręce do domowych prac i nie ukrywam tego… Stąd ten tytuł – oddający grozę sytuacji, w której to JA własnoręcznie wyremontowałem pokój Niny. Sami sprawdźcie efekty! I… liczę na brawa! 😉


Weekend wrażeń

Od paru tygodni Pam ma syndrom wicia gniazda. Pewnej soboty, gdy sprzedaliśmy Ninkę do dziadków zarządziła spontaniczny remont Niny pokoju… I zamiast posprzątać cały dom, pojechać do Lidla bez dziecka, skosić trawnik lub oddawać się innym atrakcjom typowym dla rodzica, który na jeden dzień pozbył się dziecka… pojechaliśmy do IKEI i Castoramy… HURRA.
Plan był prosty: dokupienie mebli do Niny pokoju, odmalowanie ścian oraz wykorzystanie „starych” dodatków i mebelków Niny. Ot, zwykły remoncik niskim kosztem. 
Ale udało się: zaszpachlowałem dziury w ścianach, okleiłem lepiej/gorzej wszystko taśmami i udało mi się nawet całkiem równo wymalować ściany. Ba! I to w dwóch kolorach!
Skręciłem także nowe meble, na czym niestety ucierpiała nasza szklana lampa w salonie…




Co się zmieniło i ile to kosztowało?

Największym wydatkiem były meble oraz wszystkie akcesoria i farby potrzebne do malowania. Dodatki stanowiły już mniejszą sumę. Sporo rzeczy mieliśmy już w pokoju Niny lub w domu i teraz tylko zmieniły miejsce lub zostały odnowione/odmalowane. Pam posortowała zabawki i zarządziła, jak mam ustawić meble. Zamówiła też nowe ramki na zdjęcia, metryczkę z danymi Ninki oraz girlandę na ścianę.
Na wszystkie nowości wraz z farbami i akcesoriami do malowania wydaliśmy około 1000 zł.
Jeśli chodzi o koszty należy też dodać moje szargane nerwy! Doliczam dobre 5 tysięcy 😉




Czy się opłacało? 

I tak, nawet bardzo! Plusem są zaoszczędzone pieniądze oraz jakaś moja mała satysfakcja z własnoręcznie przeprowadzonego remontu. Mega plusem była też radość Ninki <3 Wielką zaletą jest też to, że utwierdziłem się w przekonaniu, że niespecjalnie nadaję się na bohatera w swoim domu i malowanie większych pomieszczeń powierzę specjalistom 😉




W zasięgu ręki

Ninka zyskała sporo miejsca do chowania zabawek m.in. dzięki regałowi KALLAX. W tak małym pokoiku (12m2) utrzymanie porządku jest bardzo ważne, by bawić się, spokojnie zasypiać czy w ogóle funkcjonować. Jest również więcej miejsca na coraz większe ubranka. Zona każe mi napisać, że puzzle i gry wyglądały nieestetycznie na otwartym regale, a teraz udało się je ładnie schować. Podobno dużo to zmieniło na plus w wyglądzie pokoju Niny 😉
Bardzo zależało nam , żeby wszystkie zabawki, książki i inne codziennie używane przedmioty były w zasięgu wzroku i rąk Niny. Często oglądając katalogi czy pokoje na blogach parentingowych zastanawiam się, jak można włożyć dziecku np. książeczki na wysoką półkę… 
To pokój DZIECKA, więc wszystko powinno być dla niego dostępne. Druga sprawa to fakt, że niespecjalnie chce przychodzić do bawiącej się Ninki co 5 minut, żeby jej coś sięgnąć 😉 W komodzie z ubraniami również to, co nosi codziennie jest dostępne na jej wysokości. Uważam, że trzeba maksymalnie wspierać samodzielność dzieci i… ułatwiać sobie rodzicielskie życie  Inna sprawa to kwestia bezpieczeństwa. Z tego względu właśnie u nas regał KALLAX jest ułożony poziomo, by Nina nie wpadła na cudowny pomysł wspinania się na górę…





Co jest w pokoiku Niny?

– girlanda i łapacz snów – produkcja mojej teściowej https://www.instagram.com/mikrokosmos_marzeny/ 
– drewniane, białe domki, drewniany króliczek – Pepco
naklejane plakaty z kotkiem i łapaczem (świetna sprawa! Można dowolnie zmieniać ich miejsce, nie niszczą ścian oraz są mega wytrzymałe) 
literki „Ninka” (możliwość mocowania na ścianie) 


Planujemy jeszcze dokupić nowe biurko i krzesełka, inną lampkę nocną oraz przyklejane lustra z IKEI, które zamontujemy na wewnętrznej stronie drzwi szafy.



Nince się bardzo podoba <3 A Wam? Dajcie znać, co myślicie! 
Komentarze